Praca szkolnych dziennikarzy to nie tylko relacjonowanie ważnych wydarzeń rozgrywających się w Zespole Szkół, ale również wnikliwa obserwacja tego, co dzieje się w życiu ucznia na co dzień.
Zapraszam do przeczytania dwóch felietonów, które z przymrużeniem oka i z dużą dawką humoru przedstawiają Wasze – uczniowskie życie. Ich autorami są Weronika i Adrian z klasy I.
Życzę miłej lektury.
Opiekun koła dziennikarskiego
Anna Soćko
Szkolny obserwator
Minęło już 7 miesięcy uczniowskiego życia, a ja nadal nie przyzwyczaiłam się do hałasu i gwaru, jaki panuje w mojej szkole. Gimnazjum jest nieco spokojniejsze (każdy udaje dojrzałego), lecz podstawówka nadal pozostaje terenem nieodkrytym. Gdyby przypadkowy przechodzień wszedł do tej części szkoły, pomyślałby, czy to nie czasem cyrk. Z każdej strony słyszałby okrzyki godowe małp, lwów, strusi, pawi i nie wiadomo kogo jeszcze.
Następnie ofiara (tzn. przypadkowy przechodzień) zacząłby walkę o przetrwanie – zewsząd atakowałyby go dzikusy, a on biedny musiałby uciekać w bezpieczne miejsce, tj. do oazy nauczycieli. Jednak gdyby wcześniej udało mu się dotrzeć do gimnazjum, z pewnością wytrwałby dłużej.
W gimbazie zaczepialiby go tylko „palaczus okropnikus” z pytaniem, czy nie ma 10 groszy „pożyczyć” lub czy kupi im szluga. Gdzieniegdzie spotkałby nieco milszych uczniów, z których co trzeci powiedziałby: „Dzień dobry”.
Zagłębiając się w dalsze terytoria gimnazjum, poznawałby inne grupy uczniów:
-„leżakus pospolitus” osoby leżące wszędzie, lubiące pomagać paniom sprzątającym w wycieraniu podłóg (swoimi ubraniami)
-„sportus obłędus” osoby uzależnione od sportu i rywalizacji, szkołę widzą jako boisko, stadion, siłownię bądź podwórko
-„żarłokus nieptrzestanus” osoby wyposażone w plecak jedzenia (nie ma miejsce na książki) lub marzące o wyjściu do Dino
-„mądralus ciąglalus” osoby otoczone masą książek, ciągle się do czegoś uczące
-„chuliganus okropniakus” osoby nie szanujące niczego bądź nikogo
-„pięknisus przesadus” (głównie dziewczęta) szkoła to dla nich wybieg mody, zależy im tylko na wyglądzie.
Gdy nasz przechodzień pozna już wszystkie osobliwości, będzie pełen współczucia dla nauczycieli, którzy ze stoickim spokojem i siłą potrafią ogarnąć tę dzicz.
Sami możemy przyznać, że nauczyciele musieli pobierać nauki u tajnego mistrza cierpliwości i wyrozumiałości.
Niejeden z nas dostałby załamania nerwowego przy takich urwisach jak my…
Po wyjściu z naszej szkoły, gość odetchnąłby z ulgą i zastanowił się, czy za jego czasów też tak było. Zapewne, gdyby miał tu wrócić po raz drugi, przyszedłby uzbrojony w ochraniacze, kask i kij i stopery do uszu…
Weronika Sikora
Uczeń w szkole
Wczesny ranek … Wtedy budzi nas budzik. Rozciągamy się i myślimy: „Co to w szkole będzie się działo? Czy są jakieś kartkówki, a czy może nie ma klasówki?”
Ubieramy się i idziemy do toalety. Po powrocie z pokoju higieny jemy śniadanie, pakujemy książki do plecaka i czekamy na autobus. 7.00 – wreszcie można usiąść i pośmiać się z kolegami, lecz po chwili wszystko milknie w dźwięku Miuosha w słuchawkach.
Po 45 minutach docieramy do naszego obozu pracy. Na lekcjach katowanie zadaniami i pisaniem, ale to przecież dla naszego dobra i rozwoju. Na matematyce wszyscy odliczają (chociaż tyle umieją) sekundy do dzwonka, na fizyce obliczają średnią prędkość, z jaką wybiegną na przerwę, zaś na chemii i biologii myślą: „ Jaka ilość tytoniu może zniszczyć płuca?” Na geografii patrzą na mapy i zastanawiają się: „Gdzie będę w przyszłości pracy szukał?”
Na informatyce popisują się znajomością techniki, lecz nie z tematów z lekcji. Język polski, tu można pokazać jakim się jest analfabetą. Jednym z najbardziej oczekiwanych przedmiotów jest wychowanie fizyczne, na szczęście tu nie ma aż takiej dyscypliny jak na matematyce, panuje hałas, wszyscy dają z siebie wszystko, żeby pokonać przeciwną drużynę.
Drugą oczekiwaną lekcją są zajęcia techniczne, na których przyrządzane są przez nas niesamowite potrawy – czasami proste a czasami bardzo trudne. Na tej lekcji można w spokoju zjeść kanapkę, napić się, lecz radzę to zrobić w ukryciu, ponieważ każdy będzie chciał łyka.
Po lekcjach, wracając do domu, w autobusie trwa dochodzenie, czy przez przypadek nie zostało komuś coś do jedzenia lub picia. Wspominamy, co się wydarzyło na przerwach bądź dzielimy się tym, co było na lekcjach. Co 5-10 minut nas ubywa i ubywa. Kiedy nasz autokar dojedzie do Glinna, to już nikogo nie ma, i tak w kółko pięć dni w tygodniu.
Adrian Kaciczak

